W „Papryczce” Mabanckou świetnie bawi się słowem. Nieustannie nakłada na siebie pozornie skrajne emocje, żongluje grypserą, politycznym pustosłowiem i religijnymi frazami. I przenosi nas do „kraju lat dziecinnych”, czyli Konga Brazzaville przed półwieczem.
Wydanie „Słowa białego człowieka” w 1969 r. wywołało burzę medialną. Forsytha oskarżano o epatowanie okrucieństwem w opisach starć, konfabulacje przy podawaniu liczby ofiar głodu, a nawet o zdradę Imperium Brytyjskiego. Autor zarzuty te ignorował.
Terzani jest jednym z licznych pisarzy, którzy przeszli od zachwytu khmerską rewolucją do przerażenia wywołanego jej skutkami. Jednak w przeciwieństwie do wielu z nich kierowała nim nie intelektualna kalkulacja, lecz zwykły odruch przyznania się do uświadomionego błędu.
Afryka odnotowuje spektakularny wzrost gospodarczy. Jego beneficjentem są jednak głównie elity polityczne. Nauczyły się one z ułańską fantazją ogrywać opozycję, przedstawicieli koncernów międzynarodowych oraz dawców pomocy z Europy i Ameryki.
„Mozambik to sztuka. Przetrwania”, stwierdza z nutą gorzkiej ironii jeden z bohaterów Szkieletu białego słonia. Iza Klementowska zabiera nas do byłej kolonii portugalskiej, kraju przeżartego przez korupcję i amnezję historyczną.
Arystokraci, utracjusze, narkomani, pijacy, namiętni kochankowie. Taki właśnie portret brytyjskich mieszkańców Kenii wyłania się z najnowszej książki Pauli McLain.
Śledząc losy powojennych dipisów i organizowanej dla nich pomocy, czytelnik machinalnie odnosi je do losów migrantów zalewających twierdzę Europa w drugiej dekadzie XXI w. Łatwo dostrzegalne analogie skłaniają przy tym do gorzkich refleksji.